Odrzucenie przez Irlandczyków traktatu lizbońskiego wywołało mnóstwo alarmistycznych komentarzy. Czy rzeczywiście przyszłość UE stanęła pod znakiem zapytania? Czy powstanie "Europa dwóch prędkości", w której Polska zepchnięta zostanie na trwałe do drugiego szeregu? Czy zagrożone są działania, na których tak nam zależy: rozszerzenie Unii na wschód oraz wspólna polityka energetyczna?
Myślę, że nie powinniśmy ulegać nastrojom panikarskim. Traktat lizboński zawierał rozwiązania korzystne dla wszystkich krajów UE (przede wszystkim usprawniał mechanizmy działania tej niesłychanie skomplikowanej i - niestety - nadmiernie zbiurokratyzowanej instytucji). Z drugiej jednak strony, przynosił też rozwiązania ryzykowne, groził np. nadmiernym wzrostem wpływów największych państw unijnych, na czele z Niemcami i Francją. Obawiam się, że wspomniane wyżej, tak ważne dla Polski postulaty jeszcze długo pozstałyby na papierze. Bo nic przykładowo nie wskazuje, by Niemcy gotowe były wycofać się z budowy rurociągu bałtyckiego albo żeby przyjęcie Ukrainy mogło się dokonać wcześniej niż pod koniec drugiej dekady naszego wieku. Nie podzielam też obaw tych, którzy uważają, że Europa rządzona przy pomocy mechanizmów wyporacowanych w Nicei (a wszystko wskazuje, że po referendum irlandzkim Unia powinna przygotować się na długie lata funkcjonowania w oparciu o traktat, za który polscy politycy gotowi byli oddać życie...) może zostać sparaliżowana.
W sumie więc referendum irlandzkie to kłopot, ale nie nieszczęście. Gwałtowne reakcje przywódców Niemiec czy Francji wynikają głównie z tego, że Angela Merkel i Nicolas Sarkozy postawili na szali nowego traktatu swój polityczny autorytet. Polscy politycy są w zupełnbie innym położeniu. Tym razem to nie nam przypisuje się rolę "hamulcowego" Europy. Jest więc ważne, by proces ratyfikacji tego skądinąd martwego już dokumentu został w naszym kraju doprowadzony do końca. Złożenie pod ustawą ratyfikacyjną podpisu Lecha Kaczyńskiego byłoby dowodem, że Polska nie tylko jest zainteresowana unijnymi funduszami, ale też gotowa jest okazać europejską solidarność w chwili wewnętrznych kłopotów. Wniosek dla polskiej klasdy politycznej jest prosty: ratyfikować i czekać ze spokojem na dalszy rozwój wypadków.
Najważniejsza jednak lekcja płynącą ku Europie z Irlandii brzmi następująco: nie ma przyzwolenia narodów Europy na rządy eurokratów. W Unii za mało jest demokracji, regulacje prawne i rozwiązania instytucjonalne są zbyt skomplikowane i przez to nieczytelne dla zwykłych obywateli. Coraz więcej Europejczyków ma poczucie, że traci kontrolę nad decyzjami zapadającymi w Brukseli. UE to jeden z najciekawszych eksperymentów politycznych w historii i na pewno warto go kontynuować. Ale jeżeli ten eksperyment ma zakończyć się sukcesem, obywatele Europy muszą poczuć się prawdziwym suwerenem.
Jarosław Gowin

Autor: BŚ
2008-06-23
Ponadto co stwierdził Pan poseł Gowin należy pamiętać, iż nie ratyfikowanie traktatu lizbońskiego nie oznacza wcale braku szans integracji z nowymi krajami UE. Stanowisko to, podzielane między innymi przez polski MSZ, może służyć za argument przeciwko pochopnym decyzjom w sprawie ratyfikacji. Wywieranie presji i usilne, nieco sztuczne wyznaczanie granicy czasowej przyjęcia porządku lizbońskiego dokonywane przez Francję i Niemcy może budzić wątpliwości Europejczyków. Taki sposób perswadowania konieczności zaakceptowania założeń traktatowych nie służy budowaniu pozytywnego, przejrzystego i spójnego obrazu Wspólnoty Europejskiej.
UE znalazłszy się w trudnym momencie w swojej histori, musi odpowiedzieć na fundamentalne pytania: czy spójność i solidarna polityka, to wartości dla niej najwyższe? Czy głos jednego państwa zmusi całe 27państwowe ciało do rezygnacji z istotnych reform? Wreszcie, w jaki sposób przełamać impas decyzyjny, trwający od momentu pokazania czerwonej kartki przez narody Francji i Holandi konstytucji europejskiej?
Wyzwania, przed którymi staje dziś zjednoczona Europa są niezwykle trudne, czasochłonne i wymagają rzetelnej i przemyślanej współpracy wszystkich państw członkowskich. Ratyfikowanie przez Polskę traktatu lizbońskiego zaiste wyrównało by tę pełną wybojów i nierówności drogę europejskich przemian. Jednak ten walec przypomina nam nasze rodzime podwórko: równając jeden pas drogi, pozostawi grudi bez zmian.