1. Jest Pan członkiem zarządu władz PO w kraju. Jak z tego punktu widzenia ocenia Pan działania małopolskich struktur i jej władz?
Nie ukrywam, że mam wiele krytycznych uwag do funkcjonowania Platformy zarówno w skali ogólnopolskiej, jak i w regionie małopolskim. Moim zdaniem powinniśmy wprowadzić zasady zarządzania wzorowane na tych, jakie obowiązują w biznesie. Mam na myśli zwłaszcza jasne kryteria oceny aktywności naszych działaczy (na czele z parlamentarzystami), czytelne kryteria awansu itp. Dodatkową słabością małopolskiej Platformy jest mnóstwo konfliktów personalnych. Nie jestem oczywiście dzieckiem, wiem, że polityka to sfera sporów, wielkich ambicji, nieustannej rywalizacji. Ale rywalizując między sobą, nie powinniśmy przekraczać tej granicy, jaką jest interes całej partii, no i oczywiście – nadrzędny wobec wszystkiego – interes Polski.
A wracając do sytuacji Platformy małopolskiej: jesteśmy jednym z nielicznych regionów, gdzie nasza partia rok temu poniosła porażkę. Powinno nas to zmobilizować do szczególnie ciężkiej pracy. Niestety, ciągle mam wrażenie, że PO jest armią stojącą z bronią u nogi. Wielu członków jest biernych, struktury nie otrzymują z góry zadań, kiepsko w mojej ocenie funkcjonuje zarząd regionu, posiedzenia rady regionu mają na ogół charakter czysto formalny. Obawiam się, że odbije nam się to czkawką podczas wyborów do parlamentu europejskiego.
2. Czy potwierdza Pan wolę startu w najbliższych wyborach wewnątrzpartyjnych na przewodniczącego PO w Małopolsce?
Skoro jestem z obecnego stanu rzeczy niezadowolony, to powinienem zaproponować koncepcję zmian i wziąć za nie odpowiedzialność. Dlatego zaraz po ubiegłorocznych wyborach zapowiedziałem, że biorę pod uwagę możliwość kandydowania na szefa regionu. Miałem świadomość, że z taktycznego punktu widzenia to błąd. Ale uważam, że w relacjach wewnątrzpartyjnych powinniśmy działać z otwartą przyłbicą. Czy rzeczywiście stanę w szranki, za wcześnie przesądzać, zaangażowałem się w rozmaite projekty na szczeblu warszawskim, może się okazać, że będę się musiał na nich skupić.
3. Co jest najważniejsze dla rozwoju Małopolski? Jakie działania Pan jako senator, a teraz poseł podjął, aby ten rozwój umożliwić?
Od dawna powtarzam, że Małopolska ma szansę stać się polską Bawarią: regionem o silnej wsi, silnej tradycji, silnej religijności, a jednocześnie prężnej kulturze, znakomitych uniwersytetach i przemyśle opartym o nowoczesne technologie. Jako parlamentarzysta staram się przede wszystkim promować rozwój nauk i inwestycji z dziedziny high-tech. Nie ukrywam, że miałem udział w decyzji ulokowania w Krakowie bardzo ważnej instytucji, jaką jest Narodowe Centrum Nauki. Angażowałem się na rzecz budowy cyklotronu i synchrotronu, wraz z wojewodą Jerzym Millerem wspieramy nowatorski projekt budowy nowego szpitala uniwersyteckiego w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, staramy się też ściągnąć do Małopolski nowych inwestorów.
4. Jest Pan postrzegany jako zwolennik PO-PiS-u. Czy Pana zdaniem ta idea nadal jest aktualna? Jakie warunki muszą być spełnione, aby idea stała się rzeczywistością?
PO-PiS na szczeblu centralnym to mrzonka, z którą rozstałem się już dawno. Różnice programowe od trzech lat konsekwentnie się pogłębiają, PiS jest dzisiaj opozycją jałową, a weto prezydenckie używane jest w sposób szkodliwy dla Polski. Natomiast odkąd na czele małopolskiego PiS-u stanął Zbigniew Wassermann, widzę możliwość poprawy współpracy na szczeblu regionalnym. Mam na myśli zarówno sejmik wojewódzki, jak i sam Kraków. Jeśli chodzi o sejmik, nie potrafię zrozumieć, dlaczego zarząd regionu biernie przygląda się coraz gorszej współpracy z marszałkiem Nawarą. Chowamy głowę w piasek, a skutki złej pracy urzędu marszałkowskiego spadną na Platformę.
5. Jak odbiera Pan ostatnie dokonania Prezydenta RP w sprawach krakowskich – odwołania niektórych członków SKOZK, czy jego nieobecność na uroczystościach 750-lecia lokacji Krakowa?
Prezydentura Lecha Kaczyńskiego to dla mnie wielkie rozczarowanie. A Kraków zdaje się on traktować jako miasto sobie wrogie – i odpłaca mu tym samym.
6. Czy faktycznie istnieje spór na szczytach władzy – Tusk – Schetyna?
To bzdura, wymyślona przez dziennikarzy i niepotrzebnie podsycana przez wewnątrzpartyjne plotki.
7. Jak Pan ocenia ostatni rok w polskiej polityce?
Był trudniejszy niż ktokolwiek się spodziewał. Działania prezydenta Kaczyńskiego realnie szkodziły rządowi. Jesienią przez świat przetoczył się kryzys finansowy, którego skutki będziemy odczuwać jeszcze przez lata. A nasze rządy? Oceniam je dobrze, choć nie bardzo dobrze, bo wielu rzeczy dopiero się uczymy.
8. Czy obecny rząd jest dobry na czas kryzysu gospodarczego?
Pan Bóg nad Polską czuwał, że PiS postanowił rok temu strzelić sobie w stopę i mając niemal 100% władzy ogłosił przedterminowe wybory. Gdyby na czele rządu stali w chwili kryzysu Jarosław Kaczyński, Andrzej Lepper i Roman Giertych, Polaków mogłaby ogarnąć panika – a to przecież panika była przyczyną załamania giełdowego. Bardzo cenię min. Rostowskiego, uważam, że jego anglosaska flegma, dystans czy autoironia w połączeniu z wybitnymi kompetencjami ekonomicznymi to najlepsze kwalifikacje na ministra finansów.
9. Czy wyniki do senatu 157 tys. głosów i do sejmu 160 tys. głosów przekładają się na Pana popularność w Krakowie? Czy to do Pana ustawia się najwięcej ludzi ze sprawami do załatwienia poprzez biuro poselskie?
Popularny rzeczywiście jestem, odczuwam to na ulicach, w sklepach czy tramwajach. Interesantów, którzy przychodzą ze swoimi kłopotami do biura, jest mnóstwo. Ale pozostali posłowie i senatorowie też nie mogą narzekać na brak pracy. Myślę zresztą, że zwłaszcza ci, którzy mają za sobą doświadczenie pracy w samorządzie, potrafią dużo skuteczniej niż ja załatwiać codzienne ludzkie sprawy.
10. Święto Trzech Króli. Nie głosował Pan, PO przyjęła taką możliwość. PO mówi, że polskiej gospodarki nie stać na dodatkowe święto i przypuszczalny długi weekend. Czy da się wymienić 3 Króli na jakieś inne święto, żeby znaleźć kompromis? ;-)
Do dzisiaj jestem zły na kolegów z władz partii i klubu, że w tym głosowaniu narzuciły dyscyplinę. Uważam, że w sprawach zahaczających o wybór sumienia nie wolno tego robić. Ale faktycznie byłem przeciwny wprowadzaniu kolejnego dnia wolnego, a kryzys gospodarczy utwierdził mnie w tym przekonaniu. Musimy pracować więcej i dłużej, choć wiem, że ta deklaracja nie przysporzy mi zwolenników…
11. Jakie są Pana autorytety w polityce, nauce i działalności społecznej?
W polityce oczywiście prof. Bartoszewski. Największym zaszczytem, jaki spotkał mnie w życiu, był fakt dwukrotnego poparcia mojej kandydatury przez Profesora. W filozofii moim mistrzem był ks. Tischner. Nie mam tu na myśli jego poglądów, bo z tymi często się nie zgadzałem, ale pewną postawę: odwagi i otwartości na dialog. A w działalności społecznej niedościgłym wzorem jest dla mnie inny mądry ksiądz – Andrzej Augustyński, twórca i szef Stowarzyszenia U Siemachy.
12. Jak może się przejawiać nowoczesny katolicyzm w XXI wieku?
Nie może bać się świata. Chrześcijanie powinni odważnie wchodzić, jak mówił Jan Paweł II, na areopagi współczesności: do polityki, mediów, kultury… W nauce trzeba widzieć sojusznika, a nie tylko rozsiewać lęki. Mam na myśli nawet te nauki najbardziej kontrowersyjne moralnie, jak biotechnologia. Nie należy na nią patrzeć tylko przez pryzmat patologii, jakie często towarzyszą np. zabiegom zapłodnienia in vitro.
13. O co chodzi z in vitro? W czym jest problem?
Z jednej strony, dla małżeństw czy par dotkniętych tragedią in vitro to ostatnia deska ratunku. Z drugiej, zabiegowi temu towarzyszy na ogół zamrażanie embrionów zapasowych (na wypadek, gdyby pierwsze wszczepienie zakończyło się porażką), które w większości są potem niszczone lub obumierają. W dodatku w Polsce nie ma żadnego prawa regulującego te sprawy, dochodzi więc do mnóstwa patologii. Premier Tusk zlecił mi przygotowanie odpowiedniej ustawy. Obaj mieliśmy świadomość, że nie będzie to łatwe, bo rzecz jest niesłychanie sporna. Ktoś, kto wchodzi na to pole minowe, musi liczyć się z atakami i z lewej, i z prawej strony. Ale obietnicę daną premierowi wypełniłem i jeszcze w grudniu zaproponuję parlamentowi odpowiednią ustawę.
Mam jeszcze 14. i 15. pytanie pochodzące od mojego Taty. Czy Państwo Gowinowie z Myślenic, prowadzący tam księgarnię i będący członkami Izby Księgarzy Polskich, są Pana krewnymi. Przygotowują oni z innymi polskimi księgarzami propozycje, czy też projekt ustawy regulującej rynek książki w Polsce. Czy Pana zdaniem projekt uregulowania tego rynku jest ważny i czy jako człowiek nauki i autor książek zamierza Pan włączyć się w pomoc polskim księgarzom?
Tak, Leszek jest moim krewnym, choć poznaliśmy się dopiero parę lat temu dzięki senatorowi Bisztydze. A co do księgarń: odgrywają one niezwykle ważną rolę kulturotwórczą, zwłaszcza w mniejszych ośrodkach, dlatego moim zdaniem należy wprowadzić takie regulacje, które dadzą im szanse konkurować z megasporami.
Źródło: Małopolska, nr.17 (grudzień 2008)