Jarosław Gowin Jarosław Gowin








Publikacje
W epicentrum sztormu

„Wiem, że jestem jak boja na fali. Jedna mnie wyniosła, druga może przykryć”. To Pańskie słowa wypowiedziane dla nas zaraz po wyborach. Teraz czuje się Pan podtopiony?

Nie, choć wiem doskonale, że znalazłem się w epicentrum sztormu. Mam na myśli, oczywiście, spory bioetyczne. Mogą mnie one podtopić, ale na razie fala wciąż wynosi mnie w górę. W ciągu ostatniego roku wszedłem do kierownictwa Platformy, stałem się jednym z jej najlepiej rozpoznawalnych polityków, premier powierzył mi niezwykle odpowiedzialne zadanie przygotowania ustawy bioetycznej. Rzecz jasna, zaproponowane przeze mnie rozwiązania w tej dziedzinie przysporzyły mi też licznych krytyków.

Watykan, episkopat, cała lewica, istotna część Platformy to Pańscy przeciwnicy. Teraz policzmy sojuszników.


Liczba przeciwników pokazuje skalę wyzwania. Ale nie zaliczam do nich Kościoła. On jednoznacznie potępia in vitro w kategoriach moralnych, a nie wypowiada się na temat regulacji prawnych. Wielu biskupów podkreśla raczej zalety mojego projektu niż wady. Baty zbieram ze strony lewicy. Także część kolegów z PO uważa moje stanowisko za zbyt konserwatywne. Ale popiera mnie druga połowa klubu. Jest deklaracja poparcia od PSL. Mam nadzieję, że za tym projektem zagłosuje cały lub prawie cały PiS, Polska XXI i posłowie niezależni. Powinno wystarczyć do uchwalenia ustawy.

Pamięta Pan, czym skończyła się dla PiS próba wpisania do konstytucji zapisów o ochronie życia poczętego? PO wytrzyma podobny podział?

Marszałek Jurek próbował przeprowadzić swój projekt wbrew Jarosławowi Kaczyńskiemu. Natomiast inicjatywa uregulowania sfery bioetycznej wyszła od premiera Tuska. Przez cały czas ściśle z nim współpracuję, choć za projekt ustawy to ja ponoszę odpowiedzialność. Różnice zdań w Platformie są
nieuchronne. Zresztą i pod tym względem moje stanowisko jest kompromisowe, bo jest też u nas grupa kilkudziesięciu posłów i senatorów, uważających, że zapłodnienie in vitro powinno być zakazane. Będziemy się więc spierać, lecz na pewno nie damy się podzielić. Mamy świadomość, że najważniejszym naszym zadaniem jest powstrzymanie kryzysu gospodarczego, i wszystkie inne kwestie będą rozstrzygane tak, by
nie osłabiać spoistości Platformy.

Nie żałuje Pan teraz przyjęcia propozycji premiera?

Podczas pierwszej rozmowy na ten temat powiedziałem mu, że wysyła mnie na pole i nowe. Moi współpracownicy też mnie ostrzegali, że będę musiał zapłacić wysoką cenę polityczną. Gdybym jednak stchórzył, to do końca życia nie mógłbym sobie spojrzeć w lustrze w oczy.

Spokojny, wyważony, mało kontrowersyjny. Takie budził Pan dotąd skojarzenia. Teraz przeżywa Pan chrzest bojowy. Boli czy może odkrył Pan w sobie wojownika?

Go and win – pamięta Pan to hasło z mojej kampanii? Wychodzę z tych sporów dość poobijany, ale też
z poczuciem, że się sprawdziłem. Pod moim kierunkiem powstał bardzo dobry projekt ustawy. I tylko on ma w tym parlamencie szanse na przyjęcie. Oczywiście, w Platformie może zwyciężyć pokusa, by wycofać się z regulacji ze względu na wysokość ceny politycznej. To byłoby schowaniem głowy w piasek, porażką całej Platformy i moją osobistą. Problematyka bioetyczna we współczesnym państwie musi być uregulowana. Gdybyśmy się od tego uchylali, dalibyśmy dowód, że brak nam odwagi niezbędnej do rządzenia.

Janusz Palikot już mówi: niepotrzebnie zaprosiliśmy Gowina do PO.

Na pewno są w partii ludzie, których moja obecność uwiera, i nie mamo to do nich pretensji. Partia, w której brak miejsca na wewnętrzną krytykę, popada w marazm albo cynizm. W PO, jak w każdym dużym ugrupowaniu, jest wiele nurtów. Mówimy różnymi głosami, jednak potrafimy z sobą współpracować. I to jest nasza siła. Alternatywą byłoby zamknięcie się PO w dwudziestoprocentowej niszy liberalnego elektoratu. Kierownictwo partii ma pełną świadomość, jak ważny jest wewnętrzny pluralizm. Nikogo nie zamierzamy
wyrzucać z PO za poglądy.

Po tym chrzcie jest Pan już jednym z nich, polityków?

Ale moja działalność polityczna oceniana będzie nie przez wrażenie, jakie robię, tylko przez realne efekty
moich działań. Jeżeli udami się przeprowadzić ustawę bioetyczną, to przeskoczę do politycznej wagi ciężkiej. Jeżeli polegnę, to najefektowniejsze wystąpienia w telewizji mi nie pomogą.

Czy traktuje Pan dymisję krakowianina Ćwiąkalskiego także jako własną porażkę?

W pewnym sensie tak, bo to porażka całej koalicji rządowej. Śmierć Pazika pokazuje, że nasz wymiar sprawiedliwości jest ciągle bezradny wobec struktur mafijnych. Zbigniew Ćwiąkalski miał duże osiągnięcia i mógł być bardzo dobrym ministrem do końca kadencji, ale mina wybuchła mu pod nogami. Taki jest los polityka – trzeba brać odpowiedzialność za podwładnych.

Dzięki tej eksplozji Pański rywal w Krakowie Zbigniew Ziobro triumfuje, a w PiS wstąpił nowy duch.

Razi mnie wykorzystywanie sprawy Olewnika do celów partyjnych. Trzeba ją wyjaśnić do końca bez względu na to, jaka partia na tym skorzysta, a kto straci. Jestem przekonany, że minister Czuma stanie na głowie, by to zrobić. Jeżeli Zbigniew Ziobro ma poczucie triumfu, to niezwykle małoduszne i przedwczesne. Bo w sprawie Olewnika żaden rząd nie stanął na wysokości zadania.

Mówił Pan o swojej pozycji we władzach całej PO. Ale wygląda na to, że poddał się Pan i zrezygnował z odgrywania, w sposób czytelny dla wyborców, roli lidera PO w Małopolsce.

Wyborcy chyba mnie w ten sposób postrzegają. Gorzej wyglądają moje stosunki z częścią aparatu partyjnego. Nie jest tajemnicą, że pozostaję w sporze z grupą polityków z krakowskiej Platformy. Z tymi samymi ludźmi, którzy zaatakowali Jana Rokitę, gdy jego pozycja słabła, choć w większości swą pozycję w partii zawdzięczali właśnie jemu. Faktem jest, że w ostatnim roku skoncentrowałem się na sprawach ogólnopolskich czy na promowaniu projektów ważnych z punktu widzenia gospodarczego rozwoju Małopolski, mniej czasu poświęcam sprawom wewnątrzpartyjnym. Wiele zjawisk w krakowskiej Platformie oceniam krytycznie. Lecz szanuję reguły demokracji, nie próbuję wykorzystywać swojej pozycji we władzach centralnych do walki z moimi oponentami. Mam jednak świadomość oczekiwań, żebym głębiej zaangażował się w sprawy Krakowa.

W piątek napisaliśmy o wynikach zleconego przez krakowską PO sondażu poparcia dla kilku kandydatów tej partii jako kandydatów na prezydenta Krakowa. Wygrał Pan zdecydowanie. Będzie Pan walczył za dwa lata z Jackiem Majchrowskim?


Na razie koncentruję się na ustawie bioetycznej i działaniach ogólnopolskich. Nie planuję startu w wyborach na prezydenta Krakowa, zdaję sobie jednak sprawę, że takie mogą być wobec mnie oczekiwania władz partyjnych. Jeśli tak się stanie, potraktuję start w wyborach jako zaszczyt i wyzwanie. Ale niezależnie od tego, kto zostanie kandydatem Platformy, będę go bardzo aktywnie wspierał, bo prezydenturę Jacka Majchrowskiego uważam za nieszczęście dla Krakowa.

Jeśli wystartuje, to wygra. Pan o swej kandydaturze mówi niechętnie, a innego poważnego kandydata od 7 lat nie potraficie znaleźć. Dlaczego?

Nie zgadzam się z tą pesymistyczną diagnozą. Mamy grono wybitnych samorządowców. Bezsprzecznie najlepszym kandydatem jest Andrzej Gołaś.

Może... Musiałby jednak chcieć. Ale tym nazwiskiem też gracie od lat. Dlaczego rzetelni fachowcy ze społecznym autorytetem nie chcą z wami współpracować?

Ta niechęć to zjawisko ogólnopolskie, wynik upadku autorytetu polityki. Na to nakłada się w Krakowie kłopot z wizerunkiem Platformy. Poważni ludzie ze świata akademickiego czy z biznesu mówią wprost, że nie chcą współpracować z Platformą, bo nie mają zaufania do niektórych polityków stojących na czele naszych struktur. Dość powszechne w Krakowie jest też przekonanie, że część działaczy Platformy po cichu wspiera Majchrowskiego. Na pewno jednak znajdziemy silnego kandydata, gdyż te wybory odbędą się razem z wyborami prezydenta kraju. Nie możemy sobie pozwolić na to, by oddać Kraków walkowerem, czym ostatnio było wystawienie Tomasza Szczypińskiego. Ktokolwiek będzie kandydatem PO, Jacek Majchrowski musi nastawić się na ciężki pojedynek.

Źródło: Gazeta Krakowska (27.01.2009)

Pokaż wszystkie publikacje

KOMENTARZE

Autor: abak
2009-02-16

Bioetyka jest nauką poszukującą rozwiązania problemów natury moralnej, które rodzą się w granicznych momentach życia: poczęcie, narodziny, choroba i śmierć!!! Jak to się ma do tworzenia prawa? Prawo nie może rozstrzygać problemów natury moralnej!

Dodaj komentarz!

Autor komentarza:

Treść komentarza:

Uwaga: komentarz pojawi się na stronie dopiero gry zaakceptuje go administrator!




img1.jpg
img3.jpg
img4.jpg
img4.jpg


© 2007-2010 - Biuro Poselskie Jarosława Gowina - wszelkie prawa zastrzeżone
Projekt i wykonanie: JK współpraca: Anna Salamończyk-Mochel