
Z Jarosławem Gowinem, posłem PO i przewodniczącym Zespołu ds. Bioetyki, rozmawia Paulina Nowosielska-Kucharska
Liberałowie z Platformy chcą, by w ustawie o in vitro zapisać możliwość adopcji zarodków przez inne pary, niż biologiczni rodzice. Dlaczego Pan jest przeciw?
W projekcie ustawy, który przygotowałem wraz z grupą ekspertów, przewidujemy możliwość adopcji zarodków. Została ona jednak ograniczona do dwóch przypadków. Po pierwsze, chodzi o zarodki, które już zostały zamrożone. Jest ich kilkadziesiąt tysięcy. I większość z nich nigdy już nie bedzie wykorzystana przez biologicznych rodziców. Druga mozliwość to sytuacja, w której po utworzeniu zarodka matka odmawia jego przyjęcia lub z przyczyn losowych nie można go jej implantować. Wówczas taki zarodek powinien być zamrożony. Jednocześnie zostałyby wszczęte normalne procedury adopcyjne.
Czemu w takim razie Pan się sprzeciwia?
Za niedopuszczalne uważam celowe tworzenie zarodków nadliczbowych. Po pierwsze, jak wspomniałem, istnieje już tyle zamrożonych zarodków, że wsytarczyłoby ich do adopcji na dziesiątki lat. Poza tym uważam, że samo tworzenie zarodków ze świadomym zamiarem ich zamrożenia jest niezgodne z godnością człowieka. Człowiek nie może być traktowany jako środek, zawsze powinien być celem. Tymczasem zamrażając zarodek przyznajemy mu tylko warunkowe prawo do istnienia.
Pomysł posła to już kolejny głos w dyskusji na temat in vitro. Wierzy Pan jeszcze, że uda się stworzyć tę ustawę, skoro nawet w Pana partii nie ma jednomyślności?
Skoro w o wiele bardziej kontrowersyjnej sprawie przerywania ciązy zdołano osiągnąć kompromis, to nie rozumiem, dlaczego teraz miałoby się nie udać.
O tej ustawie mówiono, że to zgniły kompromis. Bo nie rozwiązuje problemu, tylko spycha go do podziemia.
Nie uważam, że ustawa antyaborcyjna jest zgniłym kompromisem. Choć zdaję sobie sprawę z tego, że można ją obchodzić na tysiące sposobów i że jest obchodzona. Ale to samo dotyczy każdego innego prawa. Czy z faktu, że np. przepisy podatkowe są łamane, należy wyciągnąć wniosek, że nie potrzebujemy prawa podatkowego? Właściwe pytanie dotyczy tego, jak miałby ten kompromis wyglądać. Dla mnie jakkakolwiek możliwość tworzenia zarodków nadliczbowych jest nie do zaakceptowania. I na pewno będę głosował przeciwko takiemu rozwiązaniu. Myślę zresztą, że w tym parlamencie nie uda się zbudować koalicji, która byłaby w stanie przeforsować takie rozwiązanie. Podobnie jak nie widzę szans na uchwalenie całkowitego zakazu in vitro.
Czy jest szansa na finansowanie przez państwo in vitro, skoro już samo uchwalanie prawa idzie opornie?
Jeśli w sprawie in vitro mamy osiągnąć szeroki kompromis, to częściowe finansowanie tych zabiegów powinno być jego elementem.
Pytanie tylko: kiedy? Skoro już wiadomo, że w obliczu kryzysu rząd tnie wydatki zamiast szukać kolejnych.
Prace nad ustawą przebiegają znacznie wolniej, niż bym sobie tego życzył. Przypuszczam, że teraz najbliższy termin jej uchwalenia to jesień tego roku. Miałem nadzieję, że uda się to już wiosną. Jednak teraz jest zbyt blisko wyborów do Parlamentu Europejskiego. Nie liczyłbym więc na to, że tak kontrowersyjną sprawę można by rozstrzygnąć w atmosferze wolnej od gorączki wyborczej. Co do refundacji, to powinna być ona możliwa od przyszłego roku.
Czy zamiast adopcji zarodków nie lepiej mówić więcej o adopcji dzieci, które są teraz w domach dziecka?
Nie widzę różnicy między adopacją dziecka już urodzonego a adopcją embrionu. I nie wynika to z moich przekonań religijnych. Polska konstytucja chroni życie od poczęcia. Poza tym jako filozof mam głębokie przekonanie metafizyczne, że embrion poczęty poza organizmem kobiety też jest dzieckiem. Niedawno w jednym z programów telewizyjnych zarzucono mi, że mam więcej empatii w stosunku do idei niż do ludzi. Odnoszę wrażenie, że jest odwrotnie.
Czyli?
Ci, którzy nie chcą chronić embrionów ludzkich, sami wykazują się jakimś rodzajem braku empatii. Ja nieomal słyszę krzyk rozpaczy tych dziesiątków tysięcy zamrożonych embrionów. Czuję ich rozpacz. W moich oczach to porzucone przez rodziców dzieci. To właśnie empatia nakazuje mi szukać maksymalnie skutecznych rozwiązań, by zapobiec powiększaniu ich liczby.
Zastanawiał się Pan kiedyś, ilu Polaków myśli podobnie?
Na razie mniejszość. Wiem jednak, że prawo może pełnić funkcję wychowawczą. Wystarczy prześledzić, jak zmieniały sie poglądy Polaków na temat aborcji. Na początku lat 90. była ona traktowana niemal jak zabieg antykoncepcyjny. Dziś nawet w środowiskach opowiadajacych się za liberalizacja tej ustawy mówi się, że aborcja jest tragedią. Mam nadzieję, że podobnie wychowawczy wpływ będzie miała ustawa bioetyczna, w tym regulacje dotyczące in vitro.
Źródło:Dziennik Polska
Brak komentarzy!