III RP była dla mnie niczym wyśniona, wyidealizowana miłość. Długo nie śmiałem nawet marzyć, że pojawi się naprawdę. Pamiętam maj 1988. W Nowej Hucie trwał właśnie strajk pracowników Huty im. Lenina. Któregoś dnia, po nielegalnym (sic!) seminarium z „Etyki Nikomachejskiej”, przechadzałem się wieczorem krakowskimi ulicami z Ryszardem Legutką. W pewnym momencie powiedział: „Życie jest piękne, jest maj, słońce zmierzcha, a komunizm zdycha”. W pierwszej chwili parsknąłem śmiechem jak z dobrego żartu, ale zobaczyłem, że mówi całkiem serio. Czy on zwariował? – pomyślałem – gdzie on widzi ten zdychający komunizm?” Kilka miesięcy przed Okrągłym Stołem byłem przeświadczony, że nie tylko mnie, ale i moim dzieciom czy wnukom przyjdzie dokończyć życia pod rządami tego absurdalnego i zbrodniczego systemu. Nawet Okrągły Stół jawił mi się jako szansa na finlandyzację Polski, na wywalczenie jedynie częściowej autonomii, a nie jako możliwość odzyskania suwerennego i niepodległego państwa.
Dopiero 5 czerwca 1989, gdy rano, niemal pijany z radości, wędrowałem Krakowem od punktu wyborczego do punktu, czytając wyniki dowodzące wielkiego triumfu Solidarności, uwierzyłem, że to już koniec komunizmu. III RP była moją prawdziwą Ojczyzną, przez pierwsze lata broniłem jej żarliwie przed krytykami, a wszystkie zjawiska negatywne tłumaczyłem jako „nieuchronne koszty transformacji”. Niestety, w miejsce początkowego entuzjazmu szybko zaczęły się pojawiać rozczarowania oraz narastające poczucie zmarnowanej szansy.
Pierwszy sygnałem, że dzieje się coś niepokojącego, był brak delegalizacji PZPR po upadku komunizmu w krajach sąsiednich. Nie można już tego było uzasadniać groźbą interwencji. Zaczynałem rozumieć, że część obozu Solidarności widzi w komunistach cennego sojusznika politycznego. Było przecież oczywiste, że pozostawienie im majątku, stwarza ugrupowaniu postkomunistycznemu pozycję uprzywilejowaną. Coraz trudniej było mi godzić się z brakiem dekomunizacji i lustracji. Co prawda jednoznacznie krytycznie (z dzisiejszej perspektywy powiedziałbym nawet: zbyt krytycznie) oceniałem działania ministra Macierewicza, sądziłem jednak zarazem, że cywilizowana forma lustracji zostanie przeprowadzona przez rząd Hanny Suchockiej. Gdy jednak moment ten się zbliżał, rząd został odwołany, a parlament rozwiązano. Przypadek? – pytałem sam siebie i przyjaciół. Zwycięstwo SLD w wyborach parlamentarnych w 1993 roku było dla mnie ciosem. Ale prawdziwy wstrząs przeżyłem w momencie wyboru Aleksandra Kwaśniewskiego. To był dla mnie przełom. Uznałem, że konieczna jest budowa nowego projektu, alternatywnego wobec projektu III RP. Po latach miał on skrystalizować się w postaci hasła IV RP.
Największy kryzys identyfikacji z III RP nastąpił jednak po dojściu do władzy SLD w 2001 roku. Pod rządami postkomunistów trwał intensywny proces świadomego nadawania instytucjom demokratycznym charakteru fasadowego. Dwa wydarzenia z tamtego okresu były dla mnie symptomatyczne i sprawiły, że zacząłem postrzegać państwo jako instytucję skorumpowaną i wymagającą gruntownej naprawy. Pierwszym była sprawa Romana Kluski. Cały aparat państwowy – policja, wojsko, urzędy skarbowe, prokuratura, a nawet sądy - został wykorzystywany do niszczenia przedsiębiorcy, który jedyną „winą” była odmowa płacenia łapówek. Drugim wydarzeniem była afera Rywina. To wtedy powiedziałem sobie, że odmawiam dalszego życia w kraju tak doszczętnie skorumpowanym. Przypomniało mi się hasło pisane na murach podczas stanu wojennego: emigruj albo walcz. To wtedy zdecydowałem się zaangażować w politykę.
Jednak wbrew temu, co do tej pory napisałem, bilans III RP uważam za dodatni. Polska stała się członkiem NATO i UE. Wyszliśmy z cywilizacyjnej zapaści, w którą wepchnęło nas pół wieku rządów komunistów. Powstały zręby gospodarki rynkowej (choć od początku lat 90. narasta plaga biurokratyzacji). Wyrosło młode pokolenie Polaków, którzy nie czują się już pariasami Europy. Pod względem kulturowym czy religijnym Polacy pogłębili swoją tożsamość.
Ciągle jednak, gdy dokonuję bilansu tego, co się wydarzyło, i gdy przypatruję się temu, co się wydarza, mam poczucie: mogło być inaczej. Bez porównania lepiej, sensowniej, szybciej… Państwo ciągle wymaga głębokiej przebudowy, gospodarka uwolnienia od nadmiaru regulacji, nasza pozycja międzynarodowa wzmocnienia, w edukacja i szkolnictwo wyższe stoją przed koniecznością radykalnego skoku do przodu. To już jednak nie będzie częścią III RP. Ten etap naszej historii jest zamknięty.
Autor: asd
2010-03-02
Czy IV RP postrzega Pan tak jak PiS?