Dalekosiężne plany
Kiedy Donald Tusk ogłosił, nie wystartuje w wyborach prezydenckich, stało się jasne, że wszystkie spekulacje na temat przyszłości Platformy Obywatelskiej wzięły w łeb. Po roku 2005 nasłuchaliśmy się mnóstwa zarzutów, że nasze działanie podporządkowane jest prezydenckim aspiracjom premiera Tuska. Czasami faktycznie można było odnieść wrażenie, że jakieś ważne decyzje odsuwane są w nieokreśloną przyszłość, a groźba prezydenckiego weta bywa alibi dla rozmaitych zaniechań. Wycofując się z wyścigu prezydenckiego Premier udowodnił, że nie kieruje się osobistymi ambicjami, tylko odważnym, dalekosiężnym planem.
Jego decyzja nabrała pełnego sensu następnego dnia. Wtedy to padły zapowiedzi, na które – nie ukrywam – czekałem z niecierpliwością. Ograniczenie wzrostu wydatków budżetowych (czyli zadłużania się na koszt naszych dzieci i wnuków), dokończenie reformy emerytalnej, prywatyzacja, deregulacja – tego wszystkiego polska gospodarka potrzebuje jak kania dżdżu. Na propozycje reform gospodarczych nałożył się interesujący projekt zmiany konstytucji. Jeśli zrealizujemy choć część tych zapowiedzi, staniemy się politycznym liderem w Europie, tak jak w roku 2009 byliśmy liderem gospodarczym.
Zdobyć Duży Pałac
Tymczasem jednak trzeba wygrać wybory prezydenckie. I to koniecznie, bo nasz prezydent musi zapewnić osłonę śmiałym projektom rządowym. Nie ukrywam, że początkowo byłem zwolennikiem wskazania kandydata przez zarząd. Uważałem, że trzeba pokazać Polakom, że mamy plan B, że nie zajmujemy się sobą, tylko rozwiązywaniem problemów ważnych z punktu widzenia ich codziennego życia.
Dzisiaj patrzę na to zupełnie inaczej. Oddając tak ważną decyzję w ręce 46 tys. członków Platformy, wracamy do obywatelskich korzeni naszej partii. Zadajemy w ten sposób kłam zarzutom, że nabrała ona charakteru wodzowskiego, że się zoligarchizowała. To problem innych partii. My możemy z dumą powiedzieć, że nie było dotąd w Polsce równie demokratycznego trybu rozstrzygania przez partię ważnych spraw.
Prawybory dają każdemu członkowi PO poczucie osobistej odpowiedzialności i osobistego wpływu. Równocześnie pozwalają zdynamizować struktury partyjne, przygotować je do ciężkiej pracy, jaka czeka nas przy okazji podwójnych wyborów. Znowu zostawiliśmy konkurentów z tyłu, umieliśmy wyjść z zakrętu naciskając na pedał.
Zdobyć Małopolskę
Duch nowego dynamizmu jest nam szczególnie potrzebny w Małopolsce. Jesteśmy „regionem po przejściach”. Co było źródłem naszych kłopotów i serii przegranych wyborów? Brak decyzyjności i wewnętrzne konflikty. To dlatego władze partii musiały rozwiązać zarząd regionu. W to miejsce powołano komisarza i grupę pełnomocników. Czy w pełni wykorzystaliśmy tę szansę? Przyjdzie pora, by odpowiedzieć na to pytanie. Mam tu rozmaite obserwacje i przemyślenia, którymi w przyszłości postaram się podzielić z Czytelnikami „Małopolski”. Nie ulega jednak wątpliwości, że zrobiono kawał dobrej roboty.
Seria spotkań, jakie odbyłem w wielu małopolskich powiatach, natchnęła mnie optymizmem. Wszędzie spotykam aktywnych, kompetentnych działaczy, zaangażowanych i oczekujących na zmiany członków. W wielu miejscach udało się zlikwidować trwające od dawna konflikty, otworzyć struktury partyjne na nowych ludzi, zapełnić wiele białych plam w gminach nawet najbardziej dotąd Platformie nieprzychylnych. Jest szansa, że nowe władze regionalne stanowić będą zgrany zespół, w którym każde z subregionów Małopolski znajdzie odpowiednią reprezentację i który dobrze przygotuje nas do wyborów. Nie tylko tych prezydenckich. O wiele ważniejsze – zwłaszcza po decyzji Donalda Tuska – są wybory samorządowe. Od nich zależy nasz wpływ na losy dziesiątków miast gmin. Ważyć się w nich będą także losy zawodowe setek naszych działaczy.
Musimy te wybory wygrać! Nie przyjmuję argumentu, że Małopolska to dla nas trudny region, że wyborcy są zanadto konserwatywni, że Kościół zbytnio radiomaryjny itp. Polityk, który narzeka na wyborców, jest jak żeglarz, który narzeka na wiatr. Narzekanie to tylko alibi dla nieudolności. Trzeba jak najszybciej ogłosić nasze listy do sejmiku, wyłonić kandydatów na prezydentów, burmistrzów i wójtów, postawić konkretne zadania i cele przed poszczególnymi strukturami powiatowymi, rozpocząć przygotowania do kampanii. Idziemy po zwycięstwo!
Oczy na Kraków
Wszyscy jednak wiemy, gdzie tkwi najgłębsza przyczyna kłopotów małopolskiej Platformy. To sytuacja w Krakowie. To tutaj doszło 4 lata temu do spektakularnego „wycięcia” opozycji przez grupę sięgającą po władzę. To tutaj zdarzyły się wymagające wyjaśnienia przypadki wątpliwych zachowań na styku polityki i biznesu. To tutaj część prominentnych działaczy po cichu wspierała Jacka Majchrowskiego. Nie przypadkiem więc oczy małopolskiej Platformy kierują się na Kraków. Czy znowu czeka nas bezsensowna konfrontacja? Czy z kolejnych wewnątrzpartyjnych wyborów wyjdziemy podzieleni? Czy osłabimy w ten sposób szanse naszego kandydata na prezydenta Krakowa?
Proponuję i plan porozumienia pełnej reprezentatywności. Dobrym punktem wyjścia jest przyjęty przez Radę Powiatu wniosek Andrzeja Wyborca, by każde koło desygnowało swoich delegatów na zjazd regionalny. To porozumienie należy rozszerzyć. Pełna reprezentatywność powinna obowiązywać w wyborach do wszelkiego typu władz i ciał kolegialnych. Pilnie trzeba też opracować, przedyskutować i ogłosić kryteria wyłaniania kandydatów na radnych. Nie można dopuścić do tego, by na naszych listach znalazły się osoby przypadkowe, które będą „grały” na siebie, zamiast pracować dla dobra partii. Nie powinno też być tak że o znalezieniu się na liście będzie decydować tylko liczba „szabel” czy bliskość do ucha kogoś ważnego. Należy połączyć kryteria ilościowe i jakościowe, zapewnić każdemu środowisku wewnątrz krakowskiej Platformy przedstawicielstwo, a równocześnie zadbać o przeprowadzoną według obiektywnych kryteriów selekcję kandydatów na listy.
Myślę, że takie porozumienie powinno przybrać formę pisemną, a nad jego realizacją patronat objąć władze centralne. Ich zadaniem nie jest bowiem rozwiązywanie za nas naszych problemów czy tym bardziej podejmowanie decyzji ponad naszymi głowami. Powinny one natomiast dbać o czystość i uczciwość reguł rywalizacji.
Jeśli krakowskie wybory znowu staną się „wycinaniem”, może się okazać, że „Warszawa” uzna za konieczną dalej idącą interwencję. To jednak czarny scenariusz, którego z łatwością możemy uniknąć. Jestem pewien, że porozumienie gwarantujące pełną reprezentatywność można wypracować i przyjąć do połowy marca. Z korzyścią dla wszystkich środowisk krakowskiej PO, dla Krakowa i dla całego regionu.
Jarosław Gowin
Brak komentarzy!